Druga Strona

czwartek, 24 maja 2007

Sport

W zeszłą sobotę widzieliśmy rejonowe zawody dzieci w piłce nożnej. W zawodach brały dzieci w wieku od 5 do "naście". Drużyny były oczywisie koedukayjne i nikt nie robił z tego problemu. Już tylko na marginesie podam, że wszystkie dzieci mały odpowiedni strój i obuwie (korki) - nawet te najmniejsze.
Wyobraźcie sobie jak wyglądał mecz 5-cio latków. Jadna piłka - i horda dzieci z zapałem biegnąca za piłką. Oczywiście bramkarze się nudzili bo i tak nie widzieli co się dzieja po drugiej stronie boiska. Za to koledzy dotrzymywali towarzystwa. Czasami przy bramce stało do pięciorga dzieci! Można też było czasami zobaczyć jakieś dziecko zwisające z bramki albo z zapałem chodzące dookoła słupka.
Rodzice, znajomi i przyjaciele byli oczywiście obecni i robili za najlepszę i najwierniejszą publiczność :)
Impreza była fajnie zorganizowana a trzeba pamiętać, że soccer w Nowej Zelandii wcale nie jest tak popularny. Było 8 boisk (oczywiście dla tych najmniejszych były wytyczone małe boiska) i nieprzeliczona rzesza zespołów.
Poziom gry oczywiście zależny od wieku grających. Jednak muszę powiedziec, że nawet te najmniejsze wiedziały na temat gry całkiem sporo. Nastolatki grały już na całkiem niezłym poziomie i świetnie się bawiliśmy oglądając te mecze.

Etykiety:

czwartek, 15 lutego 2007

Gdzie zamieszkać w Nowej Zelandii? Part 2

Home…

Dla tych, co myślą o Nowej Zelandii odrobinę poważniej na pewno sprawą newralgiczną jest dach nad głową. Hotel, Motel, Hostel nie są w takim przypadku ekonomicznym rozwiązaniem. Do dyspozycji jest kilka innych rozwiązań: wynajem pokoju, domu/apartamentu, kupno domu/apartamentu, budowa domu...

Jak na razie nie mamy doświadczeń w tej materii. Niewątpliwie jest kilka różnic w branży budowlanej. Technologia oczywiście w odróżnieniu do „europejskiej” bazuje na domach o szkielecie drewnianym, niepodpiwniczone, parterowe (czasami z piętrem na mniejszych działkach). Nowo budowane domki są na pewno solidniejsze od swoich poprzedników i już prawie w większości mają podwójne szyby. Przede wszystkim, są lepiej izolowane i wyposażone w efektywniejsze źródła ciepła (coś więcej niż kominek w jednym pokoju). W ostatnich latach coraz popularniejsze są pompy ciepła oraz systemy wspomagające oparte na panelach słonecznych. W Nowej Zelandii nawet latem w czasie świąt można poczuć nieprzyjemny chłód w domu, niestety systemy grzewcze przydają się przez cały rok – szczególnie może dotyczyć to mieszkańców Europy wschodniej, którzy przywykli do temperatur powyżej 30oC latem. Właściwie na Nowej Zelandii jest ciągła wiosno-jesień (z wyjątkiem Southland, gdzie pojawia się na kilka tygodni zima). Jeżeli komuś mógłby nie odpowiadać taki klimat polecam wysepką położoną 3 godziny loty na północny-zachód od Nowej Zelandii – cieplej, mniej opadów, troszkę jadowitych stworzeń i okresowe pożaru buszu.

Pewnego razu zapytaliśmy się znajomego ile czasu zajmuje wybudowanie nowego domu. Dowiedzieliśmy się, że jeżeli ktoś sam stara się wybudować dom i stara się osobiście dopilnować wszystkich detali (tzw. system gospodarczy) to może to trwać nawet aż do sześciu miesięcy. Średni czas trwania budowy to około 3 miesiące. Koszty budowy wahają się od około $1200 wzwyż, czyli po przeliczeniu na złotówki daje kwoty porównywalne (inne pozostają możliwości finansowe i średnie zarobki). Średnia krajowa jeden domek na rodzinę (rodzice z dziećmi) oraz samochód dla każdego dorosłego członka rodziny. Prawdopodobnie w powodu szybszej budowy i większych możliwości finansowych tubylcy są bardziej skłoni do zmiany miejsca zamieszkania. Rynek nieruchomości jest dość dynamiczny, mieszkając w Belmont (Lower Hutt) na naszej ulicy średnio, co dwa tygodnie ktoś sprzedawał lub kupował dom (ulica posiada około 120 numerów). Mieszkańcy nie są aż tak bardzo jak Polacy emocjonalnie związani ze swoimi domami. Tzw. „duch rodzinny” jest bardziej związany z rodziną (stado ludzi złożone z rodziców i dzieci) aniżeli z budynkiem (ściany, okna, drzwi, dach itp.). Przeprowadzka nie jest traumatycznym przeżyciem, które ciąży przez następne lata tylko nowym wyzwaniem i operacją taktyczną trwającą maksymalnie kilka dni (zazwyczaj jeden). Usługi związane z przeprowadzkami są bardzo popularne – nawet firma dostarczająca energii elektrycznej oferuje usługi w takim zakresie.

Wiele osób narzeka na jakość tutejszego budownictwa. Może mają rację, jednakże oglądając zdjęcia zerwanych dachów po ostatnich wichurach w czasie, których prędkość wiatru dochodziła do 120km/h (w południowych Niemczech więcej) nabrałem pewnych wątpliwości. W Wellington wiatr 140-150 km/h nie jest niczym niespotykanym, dodałbym do tego trzęsienia ziemi, ulewne deszcze (np. Westport opady powyżej 6000 mm rocznie), a nie zdarzyło się, aby w wiadomościach pojawił się jakiś „zerwany dach”. Są inne siły natury działające bardziej destrukcyjnie jak powodzie czy osunięcia ziemi, jednak nie pomoże w takim przypadku nawet najsolidniejsza murowana konstrukcja.

Gdzie zamieszkać w Nowej Zelandii? Part 1

Jak w każdym cywilizowanym kraju jest wiele możliwości, które zależą tylko od możliwości finansowych i umiejętności poszukiwania. Jednym z prężniejszych gałęzi gospodarki nowozelandzkiej jest turystyka, więc o miejsce w hotelu można być spokojnym. Chyba, że trafimy do jednego z bardziej popularnych centrów turystycznych w szczycie sezonu. Jedną z najłatwiejszych dróg na znalezienie miejsca do przenocowania jest wizyta w informacji turystycznej (I-site). Obsługa jest zawsze dobrze zorientowana w ofertach noclegowych i turystycznych. Osoba w informacji turystycznej może nam nie tylko poradzić gdzie szukać noclegu, ale również telefonicznie sprawdzić czy są wolne miejsca zarezerwować, jeżeli oferta nam odpowiada oraz od ręki zapłacić za nocleg.

Gdy już ktoś trafił do informacji turystycznej i dysponuje chwilą wolnego czasu warto się rozejrzeć. Można dość szybko zorientować się we wszelkiego rodzaju atrakcjach w regionie, w większych biurach (centra większych miast i lotniska) oferta obejmuje cały kraj, a regały z folderami ustawione są według regionów, co znacznie ułatwia odszukanie najciekawszych propozycji. Niestety z wyborem może być mały problem, ilość ofert jest spora. W przypadku wątpliwości radzę wybrać zestaw folderów, które najbardziej przypadły do gustu, odejść od regałów a następnie dokonać ostatecznej selekcji kierując się jedynie możliwościami finansowymi. Może w ten sposób uda się połączyć odrobinę szaleństwa z rozsądkiem.

W podróży:

Zwiedzając Nową Zelandię o wolne miejsce w hotelu nie należy się martwić, chyba, że właśnie mamy szczyt sezonu turystycznego (grudzień, styczeń, luty) w najpopularniejszych miejscach (Taupo, Coromandel, Auckland, Quennstown itp.). Dla spokojnego sumienia zawsze można skorzystać z I-Site i wcześniej zarezerwować. Jedną z popularniejszych form jest B&B. Komfort zakwaterowania jest szeroki, tak samo jak ceny. Od $50 do $250 (…i więcej) za pokój. Dobrym doradcą jest przewodnik darmowy po B&B wydawany przez AA oraz stowarzyszenie B&B. Urokiem, ale i zarazem pewną uciążliwością, jest bardzo osobisty kontakt w właścicielem, nic dziwnego gdy do dyspozycji gości właściciele przeznaczają od jednego do kilku pokoju. Są również i większe, ale tutaj zaciera się granica pomiędzy B&B a normalnym hotelem. Zwiedzając Nową Zelandię trzeba również poznać ludzi tutaj żyjących na co dzień (inteligentna odmiana kiwi którym skrzydła wyewoluowały w chwytne kończyny górne, żeruje głównie w dzień, stara się chronić mniejszego przodka, który z kolei żeruje w nocy). Pokolenie seniorów było świadkami historii tego kraju w, około 30%, czyli tak jakby w Polsce żyli ludzie pamiętający czasy Jana III Sobieskiego.

Oczywiście nie tylko B&B są do dyspozycji turystów, są również hotele, motele campingi, hostele itp. Pełen asortyment infrastruktury turystycznej, przyjmują płatności w gotówce, karty kredytowe, czeki podróżne, nowozelandzkie i australijskie karty płatnicze, płatności internetowe, przelewy itp. Spora część ma swoje strony internetowe lub jest stowarzyszona z siecią AA, dzięki czemu „online” można sprawdzić dostępność pokoi oraz dokonać rezerwacji. W każdym tutejszym hotelu spotkaliśmy się z bardzo uprzejmą obsługą, nie można było mieć żadnych zastrzeżeń, ponadto, gdy gość dysponuje wolnym czasem a nie zaplanował żadnych atrakcji może w recepcji poprosić o radę i „od ręki” dokonać rezerwacji (system pracuje w większości hoteli, hoteli i moteli). Warto również w hotelu zapytać się o możliwość wynajęcia samochodu, może się okazać, że wynajem w tej samej firmie jednak za pośrednictwem hotelu jest tańszy. Może w ten sposób zaoszczędzić kilka dolarów, które potem można wydać na skok ze Skytower.

Etykiety:

wtorek, 24 października 2006

Happy Diwali!

W niedzielę bylismy w Wellington na "Diwali Festival".
Jak sama nazwa wskazuje jest to indyńskie święto światła.
Impreza odbywała się w Town Hall na szczęście wszystko zmieściło
się po dachem, bo pogoda nie rozpieszczała.
Mieliśmy okazję zobaczyć kilka zespołów tańczących tradycyjne
tańce. Ale oczywiście hitem
były tańce w kategorii "Bolywood". W piątek odbył się konkurs i
podczas festiwalu można było zobaczyć finalistów. Publiczność
szalała!!
Dzieci do lat 15 tańczące w oryginalnych strojach ( z popularnych
filmów) prezentowały się bardzo widowiskowo. Ubrania oczywiście
tylko w kolorach Diwali. Co nie przeszkadzało w morzu cekinów i
dzwoneczków. W końcu jest to festiwal światła.
Okazało się że nie trzeba jechać aż do Indii aby kupic sobie sari.
Razem z pokazami tańca było całe mnóstwo stoisk z ubraniami,
ozdobami, szalami lub tylko materiałami.
Całą osobną salę zajmowały stoiska z jedzeniem. Odważni
nie-hindusi mogli spróbować. Jedzenie było oryginalnie ostre i
bardzo mocno doprawione. Obecne były TYLKO certyfikowane restauracje.
Bardzo miło spędziliśmy czas, a parking tylko $6.

Etykiety:

sobota, 21 października 2006

Jedzenie

Mialam ostatnio okazje rozmawiac ze znajomymi na temat jedzenia w Nowej Zelandii.
Jest oczywiscie trochę inny wybór niz w Polsce ale wchodzac do sklepu nie przezywamy szoku
kulturowego. Pierwsze co mozna zauwazyc to bardzo duzy wybór
boczku. Zwykle jest juz pokrojony w plasterki, przygotowany do
smazenia. Znana wszystkim potrawa - becon and eggs. Próbowalismy
tego boczku i musze przyznac - fantastyczny. Druga rzecz, jak na kraj
z bzikiem na punkcie srodowiska, uzywaja bardzo duzo opakowan
plastikowych. Prawie nie ma soków w kartonach. Zwkle mozna je kupic
w 2 litrowych butelkach, wygladajacych jak po plynie do naczyn. Ach
i sadze ze bedzie problem z pierogami ruskimi :( Niestety nie maja
tutaj takiego nawyklejszego bialego sera. Jest tylko taki na kanapki,
juz przygotowany "cottage cheese" oraz zmielony przygotowany do ciasta
- wiec slodki.
Ale wszystko przed nami - jeszcze nie zlokalizowalismy sklepu z
polskimi artykulami. Widzielismy tylko chinski i indynski. Udalo
nam sie ostatnio poznac Polke, która mieszka w Wellington juz 30
lat. Zaprosila nas do siebie. Sadze, ze skorzystamy z zaproszenia w
najblizszym czasie. Od niej na pewno dowiemy sie gdzie kupic
"polskie" produkty. Chociaz z drugiej strony, tak bardzo nam sie nie
spieszy do "polskiego" sklepu. Tutaj jest tak duzo produktów których
zupelnie nie znamy, ze byloby grzechem nie spróbowac. Wszyscy na
pewno slyszeli o slodkich ziemniakach. Mielismy okazje spróbowac
jednego rodzaju. Bylo to ziemniaki pomaranczowe. Calkiem, calkiem.
Bylyby smaczniejsze gdybysmy nie jedli ich razem z marchewka z
jabkiem. Okazalo sie, ze ten rodzaj ziemniaków smakuje podomnie do
marchewki. Wyobrazcie sobie obiad: kotlet mielony, ziemniaki (smak
marchewkowy) oraz marchewka :)
Wyglada na to ze tego typu bledy beda nam sie zdarzaly jeszcze
przez dlugi czas....

Etykiety:

piątek, 29 września 2006

Różnorodność

Wiele osób pytało nas o pierwsze wrażenia z Nowej Zelandii.
Pierwsze co się rzuca w oczy to ludzie. Polska jest bardzo jednorodna.
Jak gdzies pojawi się ktoś z innej rasy - na mur wszyscy go
zauważą. Tutaj jest inaczej. Totalny mix - coś jak reklamówki
Benetona :) Trudno powiedzieć czy jest przewaga jakiejś rasy.
Oczywiście widzieliśmy statystyki i tam można się było
dowiedzieć, że najwięcej jest ludzi pochodzenia europejskiego.
Jednak wcale tego nie widac na ulicach!!
Wellington jest miastem bez szczególnego zaplecza przemysłowego - po
prostu stolica. Więc większość ludzi pracuje w ten czy inny sposób
"dla rządu". Najbardziej egzotyczny widok w mieście to stacja kolejki
w godzinach szczytu. Większość w garniturach (lub innych "biurowych"
ubrankach) w białych kołnierzykach i każdy inny!
Po tej różnorodności widać, że większych problemów z
nietolerancją na tle rasowym nie ma.
Jedna dodatkowa uwaga - tutaj na prawdę nie ma, typowych dla USA,
gett. Pytaliśmy o to Steva. Jednak system imigracyjny NZ jest pod tym
względem o wiele lepszy od tego w Stanach. Możesz pójść do
chińskiej restauracji ale nie ma dzielnicy China Town lub czegoś
podobnego.
Generalnie, ludzie tutaj sa na prawdę bardzo przyjaźni. Często
można się spotkać z tym, że obcy ludzie pozdrawiają Cię na ulicy.
Coś na zasadzie pozdrawiania się na szlaku górskim. Bardzo się
interesują, skąd jesteśmy i czy nam sie podoba w Nowej Zelandii.
Zupełnie tak, jak opisywali to w przewodnikach. Coś co zaskakuje to
to, że oni dokładnie wiedzą, gdzie jest Polska i wielu z nich albo
było albo planuje podróż do tej części Europy. Na pewno miejscem
bardzo popularnym dla Kiwis jest Rosja!
Więc znowu, zupełnie inaczej nią Amerykanie!

Etykiety: